Ariana dla WS | Blogger | X X

czwartek, 22 kwietnia 2021

Sisyphus: The Myth (2021)

Po prawie dwóch miesiącach mogę nareszcie podzielić się z Wami opinią na temat dramy, na którą czekałam od dawna. Niedawno zakończyła się emisja Sisyphus: The Myth, a moja głowa jest pełna wielu przemyśleń i teorii, z którymi chętnie się z Wami podzielę w tym poście. 

cr. mydramalist.com

Drama sama w sobie jest dobrze rokującym science-fiction. Mamy tu motyw przewodni podróży w czasie, wątek wojny nuklearnej, ale też nawiązania do mitologii greckiej, co jest widoczne już w samym tytule. Obsada również jest tu moim zdaniem jedną z lepszych. W główne role wcielili się Jo Seung Woo i Park Shin Hye. Obydwoje znałam z ich wcześniejszych ról, więc na wieść o ich wspólnym projekcie bardzo się ucieszyłam. Warto jednak też zatrzymać się przy pozostałych aktorach. 

Od pierwszych minut wbiło mnie w fotel. Zwykle na jakieś mocniejsze zwroty akcji w dramach czeka się trochę, a tu już w pierwszym odcinku dostajemy trzymającą w napięciu scenę w samolocie. Sytuacja wręcz podbramkowa i katastrofalna, jednak owiana nutą komedii i sarkazmu. Przyszła mi do głowy pewna myśl. Skoro tak wygląda początek, to co dostaniemy w kolejnych odcinkach? 

Skupmy się jednak na fabule i koncepcie dramy. Głównym bohaterem jest Han Tae Sul, CEO firmy Quantum & Time, genialny inżynier. Gość dorobił się ogromnych pieniędzy, a jego firma jest jedną z najbardziej dochodowych spółek w Korei Południowej. Nie spieszy mu się jednak do siedzenia za biurkiem, jak na prezesa przystało. Pewne dość niecodzienne wydarzenie wywraca jego spokojne życie do góry nogami, a na swojej drodze spotyka on młodą dziewczynę z przyszłości, Seo Hae, która przybyła by ocalić jego i świat. Obydwoje rozpoczynają tajemniczą i niebezpieczną podróż, a z każdym odcinkiem odkrywamy coraz większe sekrety. Wiele elementów fabuły wydaje się być na początku niejasnych i skomplikowanych, jednak po czasie wszystko składa się w jedną, myślę że całkiem spójną całość. Warto mieć oczy szeroko otwarte, bo można się zagubić w akcji. Na dodatek nie można być w stu procentach pewnym, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Nie raz coś Was tu zaskoczy! 

Nie jest istotne, skąd. Ważne, z kiedy?

Motyw podróży w czasie, jest jednym z głównych filarów dramy. Na początku myślałam, że będziemy mieli tu do czynienia z jakimś równoległym światem, jednak dość szybko zostało wyjaśnione, że mamy tu ruch w czasoprzestrzeni. Sam proces podróży jest całkiem sprawnie zaplanowany pod względem logistycznym. Mamy teleporter kwantowy, uploader i downloader, które ściągają przybyszów z przyszłości do obecnych czasów. Podróż poprzedza proces, w którym dostaje się zastrzyki i wypala się numer na skórze. Jest to swego rodzaju odpowiednik odprawy celnej, choć znacznie różniący się od tej, którą znamy. Po drugiej stronie istnieją tak zwani pośrednicy, którzy pomagają przybyszom odnaleźć się w nowej sytuacji. Pojawiają się też utrudnienia, gdyż osoby z przyszłości są traktowane jako nielegalni imigranci i tym samym ścigane przez Biuro Kontroli. Niewielkiej części z nich udaje się przetrwać podróż i dalej normalnie żyć. Do tego momentu wszystko wydaje się spójne, a schodki zaczynają się, gdy wchodzimy w etap egzystencji przybyszów w teraźniejszości. Skoro ludzie cofają się do przeszłości, istnieje możliwość, że spotkają swoją wersję z obecnego czasu. Co się dzieje w takiej sytuacji? O tej kwestii również twórcy nie zapomnieli i całkiem logicznie ją wyjaśnili. W momencie, gdy dwie wersje samego siebie wpadają na siebie, jedna z nich znika. Moim zdaniem ten aspekt jest w miarę logiczny. Pozostaje jeszcze kwestia, dlaczego ludzie wracają do przeszłości? Sama na początku doszukiwałam się podłoża psychologicznego i nie pomyliłam się. Wracają, bo żałują czegoś, co się zdarzyło w przeszłości, a dokładniej swoich czynów. Uczucie żalu i poczucia winy nie daje im spokoju. Wniosek z tego możemy wysnuć jeden. Żyjmy tak, by niczego potem nie żałować.

Będzie wojna!

Jak się dowiadujemy, Seo Hae przybyła z przyszłości, by wypełnić pewną misję. Ma odnaleźć Han Tae Sula, ochronić go i nie dopuścić do wynalezienia przez niego uploadera. Wszystko to, by zapobiec wojnie nuklearnej i ocalić ludzkość. Z początku skołowany mężczyzna nie wierzy dziewczynie, jednak z czasem zaczyna jej ufać i razem postanawiają stawić czoła niebezpieczeństwu, odnaleźć brata Tae Sula, a tym samym zmienić przyszłość. Sceny z teraźniejszości przeplatają się z obrazem przyszłości po wojnie, gdzie całe miasto jest opustoszałe i nie ma śladu żywej duszy. Brakuje jedzenia, leków, najpotrzebniejszych rzeczy, a ci co przetrwali wojnę, teraz walczą o przetrwanie i wzajemnie się zabijają. Stąd też Seo Hae z przyszłości potrafi się bić i posługiwać bronią. Sam obraz powojennego Seulu bardzo mnie zasmucił. Obecne czasy może nie są najlepszymi, ale w porównaniu z wizją ukazaną w tej dramie, jest to niebo, a ziemia i nie dziwią mnie pobudki, jakimi kieruje się główna bohaterka. Jedyne, co pamięta z dzieciństwa to strach i życie w bunkrze. Jednak w tym smutnym obrazie, niczym po apokalipsie jest też miejsce na radosne momenty. Seo Hae potrafi się cieszyć z małych rzeczy, jak znaleziony plakat z idolami w gazecie, zabawki ze straganu czy wizyta w opuszczonym wesołym miasteczku. Mimo trudnych warunków i silnej osobowości, ta młoda dziewczyna ma w sobie cząstkę dziecka. To sprawiało, że robiło mi się cieplej na sercu. 

Przez całą dramę przewija się tajemnicza postać - Sigma. Rzekomo to on jest największym zagrożeniem dla ludzkości i wrogiem, któremu główni bohaterowie muszą stawić czoła. Ten tajemniczy człowiek chce, by Tae Sul dokończył wehikuł czasu, a co za tym idzie, umożliwił mu zrzucenie bomby nuklearnej na miasto. Mamy tu do czynienia z kolejnym psychologicznym aspektem. Odrzucony przez społeczeństwo Sigma, z zemsty i z zazdrości chce posiąść uploader i unicestwić ludzkość. Nienawiść do ludzi zatruła jego duszę. Aby osiągnąć ten cel, jest zdolny do wszystkiego. Moim zdaniem jedna z bardziej wyrazistych postaci, jakie do tej pory poznałam, jeśli mowa o czarnych charakterach.  

Mit o Syzyfie, a fabuła dramy.

Każdy z nas kojarzy na pewno mitologicznego Syzyfa, który za karę toczył kamienną kulę po stromej górze, a gdy był już na szczycie, kula spadała w dół. Jeśli się przyjrzymy uważnie, mamy analogiczną sytuację w tej dramie, a pierwsze nawiązanie do mitologii pojawia się już w połowie całego serialu, gdy bohaterowie odnajdują w pokoju hotelowym Sigmy obraz przedstawiający scenę z mitologii. Na tamtym etapie można już się czegoś domyślać, jednak dopiero pod koniec, z każdą kolejną wskazówką wszystko łączy się w jedną całość. Okazuje się, że uploader, a dokładniej jego wynalezienie jest przyczyną całego zamieszania i wybuchu wojny, a walka głównych bohaterów z Sigmą jest niczym toczenie kuli przez Syzyfa - i zdaje się nie mieć końca. Wskazywać może na to chociażby wiadomość w notesie Seo Hae, czy nawet jej rozmowa z szoferem Han Tae Sula, która ma miejsce w przyszłości, przed podróżą wehikuł i wydarzeniami, które widzimy w dramie. Zachowanie pośredników również zdaje się wskazywać na to, że wiedzą, czego się spodziewać Wynika z tego jasno, że to nie pierwszy raz, gdy próbowano powstrzymać wojnę. Za każdym razem jednak historia się powtarzała, ilekroć nie próbowano zmienić przyszłości. To moim zdaniem wyjaśnia nawiązanie do mitologii greckiej.

Zakończenie dla mnie samej było dość nielogiczne w pewnych momentach i do tej pory się zastanawiam nad pewnymi kwestiami. Zacznijmy od sceny w kościele, gdzie rozgrywa się kluczowa scena. Pierw Tae Sul i Seo Hae walczą z Sigmą, po czym ktoś z ukrycia do niego strzela. Jak później się okazuje, strzał oddała Seo Hae, która znów cofnęła się z Tae Sulem w czasie. Niby rozumiem, że skoro oboje znali przyszłość to chcieli zmienić ciąg wydarzeń, jednak nadal nie rozumiem, skąd oni się wzięli w tym kościele wcześniej, w pierwszej scenie, którą widzimy? Druga kwestia, która nie dawała mi spokoju w związku z podróżą bohaterów w przeszłość jest swego rodzaju "duplikacja" Seo Hae. Wiemy już, że uploader działa podobnie do kopiowania plików w komputerze i że przy zetknięciu się oryginału z kopią, jedno znika. Tylko w tym przypadku, mamy już kolejną kopię Seo Hae w obecnych czasach i pytanie, które sobie zadawałam, brzmiało: co by się stało, gdyby dwie kopie się ze sobą spotkały? Którą system potraktuje jako oryginał? A może znikną obydwie?

Zaskakującym zwrotem akcji okazało się również pojawienie się Eddy'ego w kościele oraz samobójstwo Han Tae Sula. Pewnie w głowach wielu pojawiła się myśl, dlaczego tak się stało, skoro kryzys wydawał się być zażegnany? Otóż okazuje się, że finał ma być zupełnie inny, niż zakładano. Tae Sul zdaje sobie sprawę z tego, iż to on jest źródłem problemu. To on napisał kod do wehikuł i według niego jedynym wyjściem z sytuacji i sposobem uratowania świata przed zagładą jest odebranie sobie życia. W efekcie uploader nie powstaje, a tym samym wszystko, co związane z nim - przybysze z przyszłości, przeniesione przedmioty, a nawet wypuszczone bomby znikają. Znika także wersja Seo Hae z przyszłości, a w wyniku wcześniejszej zmiennej Sigma z obecnych czasów odzyskuje wiarę w ludzi, gdyż ojciec Seo Hae okazał mu troskę. Wszystko wydaje się być na drodze ku dobremu. 

I w tym miejscu ja osobiście zakończyłabym dramę. Taki koniec byłby dla mnie najbardziej zrozumiały i logiczny, choć pewnie wielu by narzekało na brak pełnego happy endu. Twórcy jednak postanowili zakończyć serię w inny sposób i znów wprowadzić widza w zakłopotanie.

Nagle znajdujemy się w samolocie i jesteśmy świadkami, jak jeden z pasażerów narzeka na jakość ramyeonu. Nie wygląda znajomo? Dokładnie tę samą sytuację widzieliśmy w pierwszym odcinku. Jeśli sięgniemy pamięcią, zauważymy też, że Han Tae Sul ma na sobie te same ubrania i dostaje wodę od stewadessy, o którą poprosił. Jedyne, co się różni to miejsca, jakie zajmuje. Te są podwójne, a u jego boku widzimy Seo Hae. Nasunęło mi się na myśl pytanie - co tu właściwie jest grane? Wygląda to tak, jakby czas się cofnął do wydarzeń z pierwszego odcinka. Moja teoria zakładała, że to wszystko, co widzieliśmy było snem Tae Sula i dzięki niemu on teraz będzie wiedział, co się wydarzy i będzie mógł ocalić świat. Jedna rzecz jednak mi tu nie pasowała - Seo Hae w samolocie, zdająca się znać swojego towarzysza. I tutaj wspomogłam się jedną z fanowskich teorii na YT z kanału My K-Drama Gems, która wskazuje na to, iż Seo Hae może być halucynacją w głowie Tae Sula, podobnie jak wcześniej był nią jego brat. To by tłumaczyło, dlaczego Han Tae Sul rezygnuje z wzięcia tabletek. Kocha Seo Hae i chce ją widzieć. To miałoby moim zdaniem sens. Jednak im dłużej myślę, tym bardziej wydaje mi się, że wróciliśmy do punktu wyjścia i cała przygoda z ratowaniem świata rozpocznie się na nowo. Nie mamy jasnej informacji, czy czas się cofnął, choć pewne elementy na to wskazują. Przed samym zniknięciem, Seo Hae mówi do Tae Sula, że go odnajdzie. Czyżby to był właśnie ten moment, gdzie ona go odnalazła, a on śnił o przyszłości, tak jak wcześniej to robiła ona? I tu wracamy do mojej teorii, która może jednak być trafna. Interpretację pozostawiam Wam. 

W kolejnej scenie widzimy Sigmę z "obecnych" czasów. Mężczyzna żyje spokojnym życiem, maluje ludzi na ulicy. Gdy wraca jednak do mieszkania, jesteśmy świadkami dziwnej sytuacji, która znowu wprawia nas w zakłopotanie. Zdaje się, że wciąż zazdrości Tae Sulowi. Przypadkowo znajduje też notes ojca Seo Hae z wszelkimi notatkami na temat wehikuł i wszystkiego, co się z nim łączy. To by zaprzeczało teorii o cofnięciu się czasu. Ponadto, przeglądając się w lustrze, upodabnia się do Han Tae Sula, którego widzimy na wcześniej już pokazanej okładce magazynu Forbes. Ja tę scenę zinterpretowałam w sposób taki, że wracamy do punktu wyjścia, gdyż Sigma nadal pała negatywnymi uczuciami do swojego dawnego znajomego. Być może ma opracowany kolejny plan, którego szczegółów możemy się jedynie domyślać i spokojnie można to podciągnąć pod nawiązanie do mitu o Syzyfie.

Na koniec chciałabym jeszcze wrócić do aspektu psychologicznego w dramie. Mamy tu obraz żalu, wyrzutów sumienia, nienawiści do ludzkości i swego rodzaju zazdrości, która potrafi prowadzić do desperackich czynów, jak w przypadku Eddy'ego. Mężczyzna głęboko zraniony przez przyjaciela chciał odebrać mu to, co było dla niego najdroższe. Dla samego Han Tae Sula cała droga, jaką przebył, by zapobiec wojnie, była bardzo ważną lekcją życia. Dowiedział się, jak bardzo samolubnym i egoistycznym był człowiekiem. Także, jak sami widzicie, mamy w dramie ogromną gamę emocji, a co za tym idzie, spore pole do rozważań. 

Podsumowując, mimo kilku niespójności, które jakoś szczególnie mocno mnie nie ubodły, drama jest jedną z lepszych jakie widziałam. Ciekawy koncept, wciągająca i trzymająca w napięciu akcja i znakomita obsada. Wykorzystanie trików z zakresu chemii oraz fizyki również bardzo mi się podobało. Z czystym sercem polecam i będę miło ją wspominać. Oceniam na 8,5/10!