Ariana dla WS | Blogger | X X

piątek, 4 czerwca 2021

Descendants Of The Sun (2016)

cr. mydramalist.com

Od zawsze lubiłam trójkąty miłosne, z tym że nie w takiej kombinacji, w jakiej zwykle one występują w serialach czy też filmach romantycznych. Zdecydowanie preferuję, gdy na drodze do szczęścia głównych bohaterów stoi nie inna osoba, a jakaś, że się tak wyrażę "siła wyższa". Odkąd oglądam azjatyckie dramy, trafiłam już na kilka takich historii, gdzie przeszkodą była na przykład sytuacja polityczna, choroba czy inne czynniki losowe. W przypadku Descendants Of The Sun jest to praca. 

Myślę, że Descendants Of The Sun jest jedną z tych dram, które każdy fan tych produkcji powinien obejrzeć choć raz i przez ostatni czas stała się klasykiem tegoż gatunku. Niepłytka moim zdaniem fabuła, chwytający za serce romans, oraz świetny humor sprawiły, że bardzo przyjemnie mi się ją oglądało. Wręcz pokochałam ją od pierwszego odcinka, co rzadko się zdarza, gdyż często potrzebuję kilku epizodów, by się wkręcić, czy też wyrobić sobie wstępne zdanie. 

Kolejnym, dużym plusem jest obsada, która w mojej ocenie świetnie ze sobą współgrała. W główne role wcielili się: Song Joong Ki, Song Hye Kyo, Jin Goo oraz Kim Ji Won. Pozytywnie też zaskoczył mnie odgrywający drugoplanową rolę młodego lekarza, członek k-popowego boysbandu Shinee - Onew. Jestem zwykle zdystansowana do idoli-aktorów, a tutaj naprawdę przyjemnie mi się patrzyło na jego grę. Byłam pod ogromnym wrażeniem. 

Drama ta, mimo iż wątek romantyczny jest jednym z głównych elementów fabuły, zwraca również uwagę na takie aspekty, jak pokojowe misje wojskowe czy wolontariat lekarzy w miejscach, gdzie dostęp do opieki medycznej jest utrudniony. Poznajemy również od podszewki pracę lekarzy i żołnierzy. Jest to w obydwu przypadkach bardzo wymagająca, pełna poświęceń praca i nie każdy jest na tyle silny psychicznie, by sobie poradzić w skrajnych warunkach jak na przykład klęska żywiołowa czy wybuch epidemii. Na pewno taka misja jest dla człowieka pewnego rodzaju szkołą życia, testem swoich możliwości i okazją, by stawić czoła własnym słabościom. Ogromny plus za ten właśnie wątek.

Na początku wspomniałam o pracy, jako pewnego rodzaju barierze stojącej bohaterom dramy na drodze do miłości. Na pierwszy ogień niech pójdzie główna para: Yoo Si Jin i Kang Mo Yeon. On - zawodowy żołnierz, kapitan jednostki do zadań specjalnych. Ona - lekarz chirurg na oddziale ratunkowym. Oboje pomagają ludziom, jednak na różny sposób i tu pojawia się pierwszy konflikt, w tym przypadku interesów - ona ratuje ludzi, każde życie jest dla niej cenne. On zaś wykonuje rozkazy przełożonych, chroni kraj, walczy na wojnach i odbiera innym życie, jeśli tego wymaga sytuacja. Są to skrajnie różne podejścia i z początku trudno jest to "przełknąć" młodej lekarce. Drugą kwestią jest dość utrudnione randkowanie. Obydwoje mogą być w każdej chwili wezwani do pracy, przez co ciężko jest cokolwiek zaplanować. Zabawnie wyglądająca sytuacja, gdy w kinie, na moment przed rozpoczęciem seansu, kapitan Yoo, z nietęgą miną i obawą o reakcję doktor Kang oznajmia jej, że niestety musi ją zostawić, w gruncie rzeczy jest dość przykra. Nikt nie lubi, gdy się go wystawia i ukrywa przed nim fakty. Kolejną kwestią jest często rozłąka na długi czas, brak kontaktu z ukochaną osobą i lęk, że pewnego dnia ta nie wróci z zakupów... Kolejny przykład, jednak znacznie różniący się od wcześniej przeze mnie wspomnianego, przedstawia nam drugoplanowa para: Seo Dae Yeong i Yoon Myung Ju. Oboje mają się ku sobie, co do tego nie ma wątpliwości. Oboje służą w wojsku, więc znają specyfikę swej pracy. Problem leży tutaj w ambicji. Starszy sierżant Seo czuje się nie dość wystarczający dla swojej ukochanej, która ma od niego wyższy stopień wojskowy. Chce zapracować na uznanie ojca dziewczyny i jednocześnie swojego przełożonego, który jest przeciwny ich związkowi. Pragnie uczynić wszystko, by być godnym serca młodej pani porucznik. 

Urk okazał się nie tylko miejscem pracy bohaterów. Tutaj też mieli czas i okazję,  by rozwijać swoje relacje, bądź nad nimi pracować - zależy na kogo akurat się patrzyło. W przypadku głównej pary może nie mamy do czynienia z bardzo płomiennym romansem gdzie para wręcz się pożera nawzajem, a dojrzałą relacją dwójki zainteresowanych sobą ludzi. Te subtelne, aczkolwiek bardzo wymowne gesty wobec siebie, szczere rozmowy oraz często trudne sytuacje, którym muszą stawić czoło pozwalają im zbliżyć się do siebie i wzajemnie się poznać. I właśnie ta swego rodzaju subtelność i brak pośpiechu sprawia, że relacja doktor Kang i kapitana Yoo jest na swój sposób magiczna i chwyta za serce. Jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju, a mianowicie długo utrzymujący się dystans lekarki, przez co wydawała mi się momentami spięta. Nie wiem, czy taki był zamysł twórców na tę postać (co w gruncie rzeczy mogłoby być możliwe, gdyż sama bym pewnie na jej miejscu z rezerwą podchodziła do nowej znajomości, wiedząc, co się z nią wiąże), czy może jest to kwestia gry aktorskiej Song Hye Kyo, ale tutaj pozostaje mi jedynie zaakceptować ten fakt i iść dalej albo porównać z innymi jej rolami. Zupełnie inne, bardzo pozytywne wrażenie wywarł za to na mnie Song Joong Ki. Miał w sobie taki "luz", jak to bym określiła, swobodę. W mojej ocenie idealnie wcielił się w rolę pewnego siebie żołnierza z niezłą gadką. Mnie zachwycił, a po obejrzeniu innych produkcji z nim jestem w stanie z czystym sercem stwierdzić, że jest świetnym aktorem. Wracając do tematu relacji między bohaterami, bo jednak to był mój cel, nie można zapomnieć o drugiej parze tej dramy. Myung Ju i Dae Yeong są już parą z pewnym stażem, a co za tym idzie, możemy obserwować bardziej odważne interakcje między nimi. Ich rozmowy też już inaczej wyglądają. Na misji w Urku uświadomili sobie, jak bardzo są dla siebie ważni i że nie ma takiej siły, która by ich rozdzieliła. Problemom należy stawić czoła, a nie przed nimi uciekać. Bardzo podobał mi się upór Myung Ju i jej walka o związek. Stała się jedną z moich ulubionych bohaterek z dram i moją role model. Jak do tej pory nie przepadałam za bohaterkami, w które wcielała się Kim Ji Won w dramach, które widziałam, tak właśnie tą jej kreację polubiłam. Jako aktorka też mnie przekonała. 

Stare powiedzenie mówi: "za mundurem panny sznurem" i nie byłabym sobą, gdybym się z tym nie zgodziła. Jako entuzjastka wszelkich mundurów i uniformów, oglądanie tej dramy było istną ucztą dla mojego oka. Ale nie to tu jest najważniejsze i warto mieć z tyłu głowy, że za tym mundurem kryje się odpowiedzialność i wiele wyrzeczeń. Mimo to, wątki wymagające powagi, mieszają się ze świetnym humorem, co można uznać za kolejny atut tej dramy. Warto też wspomnieć o wręcz cudownym soundtracku, który polecam Wam przesłuchać w wolnej chwili.

Podsumowując, dawno żadna drama mnie tak nie poruszyła i mimo, że minęło już trochę czasu odkąd ją obejrzałam, nadal nią żyję. Zdecydowanie trafia na listę moich ulubionych. Śmiech na zmianę z płaczem towarzyszył mi podczas oglądania i z pewnością do niej jeszcze wrócę. Gorąco zachęcam Was do obejrzenia! Nie pożałujecie!