Ariana dla WS | Blogger | X X

sobota, 10 lipca 2021

Vincenzo (2021)

Un diavolo scaccia l'altro...  

Długo się zbierałam do tej recenzji, jednak jestem zdania że co nagle to po diable i nie chciałam wypuszczać byle czego. Dramę obejrzałam dwa razy, a nawet pokusiłam się o poszukanie wspólnych mianowników w Ojcu Chrzestnym. Szybko jednak doszłam do wniosku, że była by to niepotrzebna nadinterpretacja. Chociaż może ciut i do książki nawiążę.


cr. mydramalist.com

Vincenzo określiłabym jako komediodramat, gdyż mamy tu zarówno elementy komiczne jak i dramatyczne oraz sensacyjne wątki, nadające fabule pewnego charakternego mroku. Emocje potęguje również genialny, oddający klimat dramy soundtrack, moim zdaniem idealnie wpasowujący się do danej sceny i momentami wyrażający więcej, niż słowa.

Obsada, moim zdaniem jedna z lepszych, jakie do tej pory widziałam w dramach. W główne role wcielili się: Song Joong Ki, Jeon Yeo Bin, Ok Taec Yeon (którego fani k-popu mogą też kojarzyć jako członka boysbandu 2PM), Kwak Dong Yeon, Kim Yeo Jin i Jo Han Chul. Myślę, że warto w tym miejscu wspomnieć, że Song Joong Ki specjalnie do roli Vincenza brał lekcje włoskiego, czym mi bardzo zaimponował. Aktorsko również mnie nie zawiódł, a wręcz polubiłam go jeszcze bardziej. Drugim, pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie gra aktorska Taec Yeona. Od razu przykuł moją uwagę swoją osobą. Oddać tak skrajnie różne emocje na ekranie, w odstępie kilku minut czy nawet sekund, nie jest łatwym zadaniem. Przy okazji potrafi zaczarować widza swym urokiem osobistym. Ja to kupuję i z chęcią zobaczę go w innych produkcjach.

Głównym bohaterem dramy jest Vincenzo Cassano, prawnik i consigliere włoskiej mafii. Vincenzo jako dziecko został adoptowany przez włoską rodzinę i opuścił Koreę Południową. Wraca po latach, już jako dorosły mężczyzna, by zamknąć pewne biznesowe sprawy i odzyskać ukryte pod jednym z budynków złoto. Na miejscu okazuje się jednak, że nie będzie to łatwe zadanie. Na drodze stają mu zwariowani najemcy galerii oraz... ogromny konglomerat.

Warto w tym momencie wyjaśnić, kim jest consigliere i jaka jest jego funkcja czy też pozycja w mafijnej hierarchii. Consigliere można określić jako doradcę, czy też nawet w niektórych przypadkach prawą rękę szefa mafii. Taki człowiek cieszył się bezgranicznym zaufaniem swojego pracodawcy, znał największe sekrety i był wtajemniczony w najmniejsze szczegóły biznesu. Jego zadaniem również były rozmowy z innymi "kontrahentami", więc też pełnił funkcję łącznika czy negocjatora. I tu mogę troszeczkę się pobawić w porównywanie, gdyż naszego Vincenzo, jak i Toma Hagena z Ojca Chrzestnego łączy kilka rzeczy. Raz, że obydwaj nie są rodowitymi Włochami, dwa że są z wykształcenia prawnikami i trzy - sztukę negocjacji mają opanowaną do perfekcji. Myślę, że mogło to stanowić pewną inspirację dla twórców scenariusza, choć nie musiało. Obydwu panów różni za to jedna (pewnie z wielu), lecz istotna kwestia - książkowy Hagen nie imał się tak zwanej "mokrej roboty", a raczej był chłopcem na posyłki. Vincenzo jest jego przeciwieństwem. Jeśli zachodzi potrzeba, pociągnie za spust albo ucieknie się do bardziej drastycznych w skutkach metod wpływania na wroga.

Wracając jednak do fabuły, już od pierwszego odcinka drama zaskakuje efektami specjalnymi, dynamiczną akcją oraz humorem. Spalenie winnicy było w moim odczuciu mocną sceną, jak na pierwsze minuty seansu, no i na pewno spektakularną. Dostajemy przedsmak tego, co może wydarzyć się w kolejnych odcinkach. Z jednej strony, brutalna walka z nieuczciwym koncernem, gdzie wszystkie chwyty okazują się być dozwolone. Z drugiej zaś, komediowe wstawki, momentami wręcz absurdalne zwroty akcji, nadające fabule koloru i rozładowujące napięcie w cięższych dla bohaterów momentach, nie pozbawiając jej przy tym powagi sytuacji, gdy ta tego rzeczywiście wymaga. Kiedy może być śmiesznie, jest śmiesznie, a kiedy potrzebny jest moment opanowania, żarty idą na bok. Ten świetnie zachowany balans między skrajnie różnymi gatunkami jest moim zdaniem ogromnym plusem tej dramy. 

Co tworzy Vincenzo komedią? Zdecydowanie wysuwa się na przód pewna hiperboliczność, groteska i ukazane w niej stereotypy. Hiperbolą można określić m. in podejście części Koreańczyków do Vincenza, przekręcanie nazwiska, włoskich słówek czy też przesadna ekscytacja jego pracą dla mafii. Sam Vincenzo ma też w sobie coś ze stereotypowego Włocha, a przynajmniej scenarzyści tak napisali jego postać, by jak najwięcej "włoskich" elementów ukazać. Drogi, szyty na miarę garnitur, jak kawa to tylko espresso, wieczorem lampka wina do opery i do tego włoski temperament (ta wiązanka po włosku po obudzeniu się na odludziu, genialna). Oczywiście, nie zabrakło słynnej gestykulacji. Również możemy tu zauważyć elementy czarnego humoru, które w moim odczuciu były dość zdumiewające i mogły dla niektórych być przekroczeniem granic czy stref komfortu. Jako przykład podam scenę, gdzie pani adwokat Choi wraz z prezesem Jangiem tańczą na wiadomość o powodzeniu ich diabelskiego planu czy też moment gdzie wyżej wymieniona pani adwokat tańczy zumbę w dość piekielnych warunkach. Z jednej strony może bawić, z drugiej może szokować i budzić pewien dyskomfort. 

Długo zastanawiałam się nad tym, jak określić Vincenzo jako człowieka. Spotkałam się z opiniami zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi. Pomyślałam wtedy, że wiedząc od początku, iż jest on członkiem mafii, nie powinniśmy oczekiwać, że będzie on zawsze postępować zgodnie z prawem, a raczej będzie kierował się własnym kodeksem moralnym. Jego metody choć dość niekonwencjonalne i powiedzmy sobie szczerze, momentami brutalne, mogły budzić szok i sprzeciw. Vincenzo jednak działał z dobrych pobudek. Walczył z niesprawiedliwością i przy okazji pomagał innym. Być może ten czynnik sprawiał, że mimo wszystko, to właśnie za niego trzymało się w głównej mierze kciuki? A może Vincenzo nie był do końca złym człowiekiem? Wskazywać może na to jego rozmowa z jednym z mnichów. Duchowny widzi dobro w młodym prawniku i daje mu do zrozumienia, że może i Buddą nie zostanie, gdyż zbyt wiele grzechów popełnił, ale za to blisko mu do Wajśrawany. W mojej interpretacji było to pewne światełko w tunelu, rodzaj pocieszenia. Zapamiętajmy jednak fakt, że to iż jakąś postać lubimy nie znaczy, że w pełni popieramy jej działania. Ocenę pozostawiam Wam. Nasuwa się też w tym momencie pytanie, czy Vincenzo mógł postępować inaczej? Owszem, mógł, chociaż w starciu z takim przeciwnikiem, jakim był prezes Jang Han Seok nie osiągnąłby wiele. I tu pojawia się nam sentencja, że tylko diabeł jest w stanie poskromić drugiego diabła. Obydwaj, choć różni od siebie, w walce z wrogiem nie mają skrupułów i to czyni ich równymi sobie, pod względem możliwości i charyzmy przeciwnikami.

Na chwilkę chciałabym się zatrzymać jeszcze przy wątku romantycznym dramy, a mianowicie relacji Vincenzo z adwokat Hong Cha Young. Od początku czuć było chemię między dwojgiem prawników, tego nie da się ukryć. Podobało mi się, że uczucie między nimi rozwijało się powoli, od partnerstwa w pracy, przez przyjaźń aż do miłości, którą ukazano dopiero na ostatniej prostej. Twórcy nie zrobili z tego wątku jednego z głównych punktów, a jedynie poboczny, przyjemny i pozbawiony nachalności element fabuły. Nie przyćmił on tego, co najważniejsze, ale wpuszczał troszkę ciepła do życia bohaterów. 

Dyskusję wśród moich znajomych wywołała scena w mieszkaniu prezesa Janga, gdy ten porwał Cha Young i Han Seo. Jakim cudem zwykle opanowany, działający według planu Vincenzo zamiast pomóc młodszemu z braci, kolokwialnie mówiąc, stał jak słup soli? Jedni uważali tę scenę za niedopracowaną. Ja zaś podeszłam do tej sytuacji inaczej. Czy w obliczu skrajnych emocji i impulsu wywołanego nieoczekiwanym zwrotem akcji, nie mamy prawa do utraty kontroli i zdolności do trzeźwej oceny sytuacji? Vincenzo bał się o Cha Young. Jechał na miejsce nie wiedząc, co tam zastanie, a na dodatek przed wejściem do mieszkania został przeszukany przez ochronę, więc nie był uzbrojony. Stres, przez który ostatnio przechodził oraz strach o drogą mu osobę mógł wpłynąć na jego chwilowe zaćmienie umysłu. Tak, jak my, jest tylko człowiekiem. Sama nie wiem, jak bym zachowała się w podobnej sytuacji. A Wy, jak sądzicie? 

Podsumowując, drama jest jedną z lepszych jakie do tej pory oglądałam. Świetne połączenie komedii z dramatem, a do tego mafijny klimat, który w mojej ocenie został całkiem przyjemnie oddany. Nie oczekiwałam tu jakiegoś przywiązania do szczegółów, gdyż jest to drama, jednak twórcy odrobili pracę domową i wyglądało to w mojej opinii dość naturalnie i nie kiczowato. Myślę, że zarówno fani akcji, jak i ci co lubią odpocząć przy czymś zabawnym, znajdą tu coś dla siebie. Ja jestem zachwycona i gorąco polecam! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz